Peter Mansfeld — historia piętnastoletniego powstańca 0
Peter Mansfeld — historia piętnastoletniego powstańca

23 października 1956 roku wybuchło powstanie węgierskie. Jednym z jego bohaterów był Peter Mansfeld, młody budapeszteńczyk, który zainspirowany poznańskim przykładem podjął walkę z dyktaturą komunistyczną w swoim kraju, za co został skazany na śmierć.

Ulica Petera Mansfelda

Ulica Romka Strzałkowskiego składała się pierwotnie z dwóch odcinków łączących się pod kątem prostym. W 1991 roku zaułek odchodzący od głównego biegu ulicy zyskał nowego patrona, Petera Mansfelda – nastoletniego bohatera powstania budapeszteńskiego 1956 roku. Oficjalny wniosek o uczczenie pamięci Petera Mansfelda, poprzez nazwanie jego imieniem jednej z poznańskich ulic, zgłoszony został w trakcie obchodów 35. rocznicy Poznańskiego Czerwca przez ambasadora Republiki Węgierskiej Ákosa Engelmayera. Dyplomata apelował o to podczas przemówienia na pl. Mickiewicza w  dniu 28  czerwca 1991 roku. Jego prośbie szybko stało się zadość i już 15 października podjęto stosowną uchwałę.

O  patronie uliczki przypomina odlana z  brązu tablica umieszczona na fasadzie narożnego budynku u zbiegu ul. Strzałkowskiego i ul. Mansfelda, którą Józef Petruk zaprojektował w kształcie otwartej księgi. Na jej kartach znajduje się ten sam tekst – po lewej stronie w języku węgierskim, po prawej w języku polskim:

„1956 jest historycznym rokiem narodów polskiego i węgierskiego. Peter Mansfeld jest bohaterem-męczennikiem młodzieży węgierskiej i polskiej. Urodzony 10 marca 1941 r., aresztowany w 1958 r., stracony 21 marca 1959 r.”

lokalizacja: zaułek odchodzący od ul. Strzałkowskiego w kierunku zaplecza budynków policyjnych przy ul. Kochanowskiego

długość: 122 m

nazwa:

1900-1918 – Hochstrasse

1919-1920 – ul. Wysoka

1920-1939 – ul. Mylna

1939-1945 – Hochstrasse

1945-1981 – ul. Mylna

1981-1991 – ul. Romka Strzałkowskiego

od 1991 – ul. Petera Mansfelda

 

Piętnastoletni powstaniec

Życie Petera Mansfelda potoczyć się miało bardzo zwyczajnie – tak jak jego dziadek, ojciec i brat, prowadzić miał zakład fryzjerski. W październiku 1956 roku w Budapeszcie wybuchło jednak antykomunistyczne powstanie, a Peter wybłagał matkę, by uszyła mu powstańczą opaskę i zgłosił się do oddziału „wujka Szabo” stacjonującego przy placu Szena. Dowódca nie zgodził się, by piętnastolatek brał udział w walkach, chłopak został więc łącznikiem – przewoził rozkazy, komunikaty, ulotki, leki, materiały opatrunkowe, a czasem broń i granaty.

Powstanie węgierskie trwało 13 dni. Zdusiły je radzieckie czołgi, które 4 listopada pojawiły się na ulicach Budapesztu. Radio ogłosiło zawiązanie prosowieckiego rządu Janosza Kadara, który zapowiedział amnestię dla tych, którzy dobrowolnie złożą broń. „Wujek Szabo” uwierzył w tę obietnicę, rozformował swój oddział i poddał się – wkrótce komuniści aresztowali go za rzekome ukrywanie broni, a w styczniu 1957 roku został skazany i powieszony.

W budapeszteńskim więzieniu przy ul. Kozma kaci wykonywali wtedy kilka wyroków śmierci dziennie, Węgrzy czuli się oszukani, a na murach miasta pojawiło się wezwanie: „W marcu znów zaczynamy!”. Peter potraktował to poważnie – zebrał kilkuosobową grupę nastolatków, którzy pragnęli nowego powstania i wspólnie zaczęli gromadzić ukrytą przez powstańców broń strzelecką, amunicję i granaty. Pierwszą akcją miało być uwolnienie z aresztu szwagra Petera, do czego potrzebny był im pistolet. Postanowili zabrać go milicjantowi odbywającemu służbę na posterunku przed ambasadą austriacką. Chłopcy porwali mundurowego, rozbroili go i… wypuścili w parku. Akcja przeprowadzona została perfekcyjnie, ale najmłodszy z nich pochwalił się tym wyczynem rodzicom, a ci powiadomili bezpiekę. Członków grupy aresztowano. Przesłuchania trwały dzień i noc. Śledczy nie cofali się przed szantażem, kłamstwem, zastraszaniem, dręczeniem i biciem nastoletnich więźniów. Nieprzejednana postawa Petera Mansfelda doprowadzała ich do furii, a pytanie: „Dlaczego nie pójdziecie uczciwie pracować w fabryce, jak inni?” – które zadał prześladowcom, wspominane jest do dziś. Bliscy wspierali go i zapewniali, że jako nieletni nie dostanie wysokiego wyroku, a po kilku latach wyjdzie na wolność i ułoży sobie na nowo życie.

On jednak nie chciał czekać, mówił, że miesiąc w tamtym miejscu jest piekłem i woli zginąć, niż zmarnować młodość w więzieniu. Szansa ucieczki pojawiła się przy okazji wizji lokalnej, podczas której Peter zobowiązał się wskazać miejsce ukrycia broni. Na miejscu przekonał milicjantów, że nie może tego zrobić, będąc do nich przykuty, a gdy zdjęto mu kajdanki, skoczył z czterometrowego urwiska. Mimo że w wyniku upadku złamał rękę, udało mu się zbiec funkcjonariuszom. Niestety ujęto go już następnego dnia.

Peter Mansfeld, Józef Blaski i ich czterej koledzy oskarżeni zostali m.in. o inicjowanie i organizowanie działań, których celem było obalenie ustroju ludowo-demokratycznego, gromadzenie i ukrywanie broni oraz materiałów wybuchowych, a także niszczenie mienia społecznego. Nieletni Mansfeld oświadczył, że to on był przywódcą grupy, rekrutował jej członków oraz planował akcje. Uratował w ten sposób Blaskiego, który jako osoba pełnoletnia zostałby skazany na śmierć.

Prokurator zażądał jednak najwyższej kary zarówno dla Blaskiego, jak i Mansfelda, twierdząc, że są zdegenerowani, dążą do restytucji kapitalizmu i stanowią ogromne zagrożenie dla społeczeństwa. W swej mowie podkreślił, że wszyscy oni są dziećmi proletariatu i w związku z tym należy ich ukarać szczególnie surowo, nie tylko jako kontrrewolucjonistów, ale też zdrajców klasowych. Argumentował również, że cała sprawa ma charakter polityczny, a w przypadku takich procesów młody wiek oskarżonych nie może być okolicznością łagodzącą.

W trakcie kolejnych rozpraw najcięższe zarzuty upadły. Porwany milicjant zeznał, że ani przez chwilę nie grożono mu śmiercią. Inny świadek oskarżenia zaprzeczył, jakoby oddział Mansfelda planował morderstwo jego niewiernej żony i jej kochanka, o co także byli oskarżeni. Sędziowie uznali więc, że wina chłopców sprowadzała się w gruncie rzeczy do tego, że przez kilka dni chuliganili. Członkowie grupy dostali za to kilkuletnie wyroki, a przywódcy – Mansfeld i Blaski – skazani zostali na… dożywocie. To nie wystarczyło jednak prokuratorowi. Odwołał się do sądu drugiej instancji. Porównał nastolatków do amerykańskich gangsterów, Petera uznając za przywódcę duchowego i szefa organizacji przestępczej, a jego działaniom przypisał ogromną szkodliwość społeczną. Wyrok wydany na Mansfelda miał zadziałać prewencyjnie i przestraszyć węgierskie społeczeństwo. Skazano go na karę śmierci. Gdy wychodził z sali, strażnicy pozwolili mu pożegnać się z przyjaciółmi. Powiedział wtedy:

Jak już wyjdziecie na wolność i spotkacie moją mamę, to jej powiedzcie, żeby się na mnie nie gniewała. Kocham ją i do ostatniej chwili będę o niej myślał. Cześć chłopaki…

Matka Petera zemdlała, gdy ogłaszano wyrok. Pogotowie zabrało ją z sali sądowej. Nie zdążyła pożegnać się z synem. Chłopak przez trzy dni dostawał zastrzyki i leki uspokajające. Egzekucję wykonano w budapeszteńskim więzieniu 21 marca 1959 roku. O godzinie 9.00 lekarz potwierdził, że przeprowadził badanie i według jego opinii skazany jest zdrowy tak pod względem fizycznym, jak psychicznym, a w szczególności, że nie cierpi na żadne schorzenie uniemożliwiające wykonanie na nim wyroku śmierci. Następnie sędzia odczytał sentencje obu wyroków skazujących oraz protokół z posiedzenia o ułaskawienie, którego chłopcu odmówiono. Kat przystąpił do wykonywania czynności o godzinie 9.22, o 9.35 lekarz oświadczył, że serce skazańca przestało bić. Osiemnastoletni chłopiec przez 13 minut konał na szubienicy. Peter Mansfeld, podobnie jak Romek Strzałkowski, nie był wzorowym chłopcem. Miał swoje wady, grzechy na sumieniu, popełniał wykroczenia, a nawet przestępstwa. Niektóre jego uczynki zasługiwały pewnie na karę, ale z pewnością nie na śmierć. Autorzy filmu oraz książki 13 lat 13 minut poświęconej obu chłopcom jako puentę wybrali zdanie węgierskiego pisarza i reportera Csaby Kósy:

Każdy naród o zdrowym duchu potrzebuje legendy. Bohaterowie historyczni czasem stają się bohaterami legend. Peter Mansfeld zasłużył, aby trafić do legendy. To on jako dzieciak w wieku 15-16 lat, po stłumieniu walki o wolność, mimo stacjonującej na Węgrzech olbrzymiej, obcej armii, próbował – wprawdzie z dziecięcą naiwnością – ponownie organizować powstanie. Czy to, że ktoś w takiej walce pragnie dokonać rzeczy niemożliwych, poświęcając życie, nie jest godne legendy? Ta historia nie jest jednak legendą, to historia prawdziwa.

Peter Mansfeld był jednym z tych młodych ludzi, którzy cierpieli na nienasycone pragnienie wolności. Nieletni bojownicy byli najbardziej zaangażowani w węgierski zryw narodowy, bo nie mieli nic do stracenia. Nie musieli obawiać się o dzieci i żony, nie mieli perspektyw, walczyli o lepszą przyszłość. Rewolucję francuską określano „rewolucją ludzi bez spodni”, powstanie węgierskie nazywane bywa „rewolucją ludzi bez płaszczy”, bo powstańcy nie mieli zimowych okryć. Bieda zmusiła ich do walki z systemem.

 

Fragment pochodzi z książki Czerwcowe ulice. Ulicznik poznański wydane nakładem wydawnictwa Druga Strona Poznania. 

Fotografie:

  1. Instytut Pamięci Narodowej w Poznaniu
  2. Justyna Szadkowska

 

Grafika:

  1. Agnieszka Zaprzalska 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl